2010-05-07
2010-04-01

"Rynek w fazie korekty" Puls Biznesu 2005-04-21Polski rynek drogowych przewozów międzynarodowych wciąż jest bardzo konkurencyjny cenowo. Pytanie tylko, czy to na dłuższą metę wytrzyma?Od wejścia Polski do Unii Europejskiej stawki w transporcie międzynarodowym systematycznie spadały. W wielu przypadkach obniżki cen nie miały uzasadnienia ekonomicznego. Obecnie frachty zrównały się z progiem opłacalności, a w wielu przypadkach nawet zeszły niżej. Spadek stawek w transporcie międzynarodowym jest spowodowany kilkoma niekorzystnymi dla branży transportowej czynnikami. Do najważniejszych należy cena paliwa, która w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku jest o 25 proc. wyższa. — Poza tym niekorzystnie na stan branży wpływa kurs euro, którego wartość spadła od lutego 2004 r. o ponad 17 proc., a były krótkie okresy, kiedy była jeszcze niższa. Ponadto, od początku 2005 r. wprowadzono dodatkowe opłaty za korzystanie z dróg w Europie, z których najważniejszy jest MAUT w Niemczech. Niestety żadne z tych kosztów nie zostały wkalkulowane w stawki transportowe. Nawet MAUT, pomimo licznych apeli różnych organizacji, przez większość firm nie został dodany do stawki transportowej — opowiada Andrzej Szymański, dyrektor handlowy w spółce Dartom. Wszystkie te czynniki powodują oczywiście, że polski transport jest obecnie uznawany za najtańszy na rynku Unii. — Stawki oferowane przez naszych przewoźników drogowych są nadal znacząco niższe niż ich konkurentów z UE. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko przewoźników ze starej „piętnastki” ale także pozostałych, z krajów wstępujących do UE wraz z Polską. Nie były zatem uzasadnione obawy, że nasi przewoźnicy zostaną wyparci z rynku przez Litwinów, Łotyszy, Słowaków czy Czechów — mówi Mirosław Kaczmarek, dyrektor w firmie M&M Polska. Sytuacja taka jest jednak spowodowana bardzo poważnym obniżeniem cen przez naszych przewoźników, którzy w sposób żywiołowy i — jak dziś widać — przesadnie optymistyczny, zwiększyli radykalnie potencjał przewozowy. Popyt na ich usługi dość znacząco wzrósł dzięki dużej dynamice polskiego eksportu oraz podjęciu przez niektórych przewozów w innych rejonach UE, ale utrzymująca się mimo to nadpodaż wywołała ostrą walkę cenową o każde zlecenie. Nasuwa się jednak pytanie, jakie będą konsekwencje naszego taniego jeżdżenia. Wydaje się, że upadki i bankructwa polskich firm transportowych w najbliższym okresie są nieuniknione. — Rozmawiając z naszymi kontrahentami i partnerami z Europy Zachodniej słyszymy te same opinie. Firmy z tej części UE spokojnie obserwują, co się dzieje na rynku i co najwyżej korzystają z usług polskich przewoźników jako podwykonawców. W tej chwili mówi się, że jeśli ładunek jest całkowicie nieopłacalny, to trzeba zadzwonić do polskiej firmy transportowej, która taki transport na pewno zrealizuje — mówi Andrzej Szymański. Dodatkowym problemem polskich przewoźników jest to, iż poza stawką transportową nie widzą oni innych elementów walki konkurencyjnej. Inwestycje w nowe technologie, systemy informatyczne czy narzędzia poprawiające obsługę klienta to temat obcy dla polskiego transportu. W dłuższym okresie spowoduje to obniżenie konkurencyjności naszych firm. Świadczenie usług po zaniżonych stawkach doprowadzi do tego, że firm nie będzie stać nie tylko na inwestycje i rozwój, ale nawet na odtwarzanie środków transportu. — Wielkie nadzieje branży, związane z wejściem Polski do UE, okazują się wielkim rozczarowaniem. Rozczarowanie to jednak nie jest spowodowane przez silną konkurencję zewnętrzną, ale przez niekompetentne zachowanie polskich firm — dodaje Andrzej Szymański. (...)
|








