2010-03-09
2009-12-28

Kogo dziś stać na nikły zysk 2008-10-09Polscy przewoźnicy drogowi wypadają z unijnego rynku. Zaszkodziły im: cena ropy, kurs złotego i… własna niefrasobliwość. Transport drogowy boryka się z dużymi problemami organizacyjnymi i finansowymi. Przyczyn jest wiele. Niektóre są niezależne od przewoźników, inne sprowokowali oni sami. Siła złego Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce uważa, że wkrótce nawet 40 proc. Polskiego „potencjału transportowego” może wypaść z rynku. To oznacza przestój 48 tys. ciężarówek. - Nasze miejsce zajmą np. Łotysze. Ich waluta jest sztywno związana z euro. A podstawowe wskaźniki opłacalności w międzynarodowym transporcie drogowym to cena ropy i kurs euro – mówi Jan Buczek. Tymczasem obydwa te wskaźniki szaleją. Jeszcze na początku 2008 r. za 100 EUR można było w Polsce kupić 121 litrów oleju napędowego. Dziś już tylko 87 litrów. - Udział paliwa w kosztach transportu to 40 proc. Zatem ogólne koszty usługi transportowej wzrosły w ciągu kilku miesięcy o 10 proc. - mówi Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający w spółce Dartom. Na domiar złego spada kurs euro wobec złotego. Tylko w tym roku – o 11 proc. Oznacza to, że wyrażone w złotych przychody międzynarodowych przewoźników drogowych też zmalały o 11 proc. W normalnych warunkach rynkowych w ślad za rosnącymi kosztami rosną ceny. A u nas… stawki transportowe ani drgną. Dlaczego? Zawsze jest ktoś tańszy W ostatnich latach popyt na usługi przerósł podaż i większość przewoźników powiększała tabor. To, co powinno się okazać szansą rozwoju branży, stało się jednak jej przekleństwem. - Kiedy słyszałem, że firma, która ma 10 aut, zamawia jeszcze 20, zastanawiałem się, czy jej zarząd wie, co robi - zauważa Andrzej Szymański Dziś podaż znacznie przewyższa popyt. Trudno podwyższać ceny, bo zawsze klient może znaleźć inną firmę, która wykona usługę taniej. Przewoźnicy będą więc upadać. - Firmy leasingowe nie chcą odbierać samochodów przedsiębiorcom nie płacącym rat, bo nie ma później co z nimi zrobić. Rynek sprzedaży ciężarówek jest praktycznie martwy. Pierwsze padają mniejsze firmy transportowe, ale większe bez odpowiedniego zaplecza finansowego też są na krawędzi bankructwa – mówi Andrzej Szymański Wieszczy on upadek kilkuset małych firm. Kto zawinił? – Choć kusi próba zrzucenia odpowiedzialności na rząd czy inne zewnętrzne siły, w rzeczywistości to przewoźnicy winni sami sobie. Zgubił ich nadmierny optymizm i nadmierne inwestycje sprzed 2-3 lat w sprzęt. W konsekwencji, gdy przyszło spowolnienie gospodarcze, wiele firm nie potrafi sobie poradzić – twierdzi Ireneusz Grajewski, dyrektor operacyjny w spółce Diera.(…) Treść całego artykułu znajduje się w dzienniku Puls Biznesu nr 198 [2705] Autor: Marcin Bołtryk |








